Ma się tego pecha...
Kiedy w sobotę razem z MIką pojechałam do centrum handlowego, by pokupować nowe ciuchy, w autobusie musiałam kogoś spotkać. Oczywiście Akiego w towarzystwie jakiegoś starszego chłopaka i dziewczyny, którą chyba kojarzyłam z naszej klasy.
Spojrzałam na czerwnowłosego gniewnie. Nie przepadałam za nim, chociaż czasami miło było z nim porozmawiać.
- Cały czas sie na niego patrzysz - zachichotała Mika.
Spojrzałam na nią wściekła.
- Weź... wkurza mnie. Ubrał się dzisiaj tak... pedalsko - mruknęłam. Nie lubiłam słowa "pedalsko", ale jakoś nie mogłam znaleźć innego odpowiedniego określenia.
- Bez przesady. Mi tam się podoba.
- Rany, a te wszystkie laski za nim szaleją. Wkurzające - marudziłam dalej. Co jak co, ale byłam marudą.
- Mi to tam nie przeszkadza. Dlaczego tobie tak? Hej, bo pomyślę, że się zakochałaś - Zaśmiała się Mika.
Złapałam ją za ramię.
- Nie bądź głupia. ja miałabym się zakochać? W dodatku w kimś takim jak on? Nie doczekanie... - prychnęłam i pociągnęłam przyjciółkę trochę dalej, by stracić z oczu Akiego.
Ale oczywiście nie wyszło, bo chłopak nas zauważył. Uśmiechnął się do mnie, kiwają mi głową. Zignorowałam go i poszłam dalej.
Aki chodzi ze mną od początku roku do klasy. Chodziliśmy do pierwszej liceum. Podobno był bardzo wierny w związkach - takie plotki chodzą po szkole. A ja, cóż, byłam "łamaczką serc". Odrzucałam chłopaków w czasami bardzo niemiły sposób. Oto kolejny dowód na to, że do siebie nie pasujemy.
- Wiesz, że cię uwielbiam Mika - zaczęłam - ale chwilami mnie dobijasz. Jak mogłabym się zakochać? - przewróciłam oczami.
Mika uśmiechnęła się do mnie, a kiedy wyszłyśmy z autobusu na swoim przystanku, odezwała się:
- Jasne, jasne. Zobaczymy jak będziesz mówić, kiedy dopadnie cię strzała Amora - pokazała mi język.
Do końca dnia nie poruszyłyśmy już na szczęście tematu chłopaków.